Beaubleu La Pièce – dwa francuskie zegarki, na które naprawdę warto było czekać

Na te dwa zegarki czekałem od kilku miesięcy. Kiedy Beaubleu pokazało pierwsze zapowiedzi kolekcji La Pièce, od razu wiedziałem, że chcę zobaczyć je na żywo. Później jednak czas mijał, pojawiały się kolejne materiały, a moje zainteresowanie trochę przygasło. Zdarza się. Człowiek ogląda tyle zegarków, że nawet najbardziej interesująca premiera potrafi w końcu zejść na dalszy plan.
Wszystko zmieniło się, kiedy otworzyłem pudełka.
Przede mną znalazły się dwa modele: La Pièce n°1 Moka oraz La Pièce n°2 Rose Gold. Oba zupełnie inne, oba niezwykle charakterystyczne i oba wykonane z dbałością o szczegóły, którą naprawdę docenia się dopiero wtedy, kiedy można obejrzeć zegarek z bliska.
I od razu zdradzę, że mam swojego faworyta. Ale o tym za chwilę.
Francuzi z pomysłem. I to całkiem konkretnym
Beaubleu to marka założona w Paryżu w 2017 roku przez Nicolasa Ducouderta. Jej najbardziej rozpoznawalnym elementem są okrągłe wskazówki, które trudno pomylić z czymkolwiek innym.
W przypadku kolekcji La Pièce postanowiono jednak pójść o krok dalej.
Francuzi nawiązali współpracę z Monnaie de Paris, czyli Mennicą Paryską, której historia sięga 864 roku. Tak, dobrze przeczytaliście. Mówimy o instytucji funkcjonującej od ponad 1160 lat!
I nie jest to jedynie ciekawostka historyczna, którą można umieścić w materiałach reklamowych.
Mennica rzeczywiście odpowiada za wykonanie tarcz do tej kolekcji.
Zastosowano technikę wybijania metalu, dzięki której cała przestrzenna konstrukcja tarczy powstaje jako jeden element. Nie mamy więc klasycznych, osobno nakładanych indeksów, ale odpowiednio uformowane zagłębienia, wypukłości, linie i oznaczenia godzin.
To właśnie ten element najbardziej mnie zainteresował. Bo oryginalny projekt można przecież narysować na komputerze. Znacznie trudniej przełożyć go na rzeczywisty produkt, w którym poszczególne powierzchnie są tak precyzyjnie wykonane.
A tutaj naprawdę jest na co popatrzeć.

La Pièce n°1 Moka – brąz, złoto i sporo głębi
Zacznijmy od modelu Moka.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ciemnobrązowa tarcza z kilkoma okręgami rozmieszczonymi na różnych poziomach. Co ciekawe, nie są one idealnie współśrodkowe, dzięki czemu całość wygląda znacznie ciekawiej niż typowa, symetryczna kompozycja.
Do tego dochodzą cyfry rzymskie oraz bardzo dobrze dobrana kolorystyka.
Wskazówka sekundowa, indeksy, logo i oznaczenia na obrzeżu tarczy mają kolor żółtego złota. Natomiast wskazówki godzinowa i minutowa zostały wykończone w polerowanym różowym złocie.
Na pierwszy rzut oka można tego nawet nie zauważyć. Dopiero kiedy zaczniemy obracać zegarek pod światłem, widać różnice między poszczególnymi elementami.
I właśnie takie szczegóły lubię.
Sama tarcza nie jest przesadnie błyszcząca. Ciemny brąz dobrze równoważy złociste dodatki, a przestrzenna konstrukcja sprawia, że zegarek wygląda inaczej w zależności od kąta patrzenia.
Moka otrzymujemy na ręcznie wykonanym skórzanym pasku o wyraźnej, groszkowanej fakturze.
Pasek jest miękki, przyjemny w dotyku i dobrze układa się na nadgarstku. Producent zastosował zapięcie motylkowe, które nie tylko ułatwia zakładanie zegarka, ale też ogranicza zużywanie skóry w miejscu jej ciągłego zginania.
Mnie szczególnie spodobał się okrągły medalion z logo Beaubleu, stanowiący element zapięcia.
Drobiazg? Oczywiście.
Ale gdyby wszystkie drobiazgi były wykonane z taką starannością, mielibyśmy znacznie mniej powodów do narzekania na współczesne zegarki.

La Pièce n°2 Rose Gold – tutaj jestem kupiony
Teraz drugi model. I tutaj przyznam, że trudno mi zachować dystans.
La Pièce n°2 Rose Gold podoba mi się jeszcze bardziej niż Moka.
Przede wszystkim za tarczę.
Zamiast wyraźnych, przestrzennych okręgów mamy bardzo drobny, promienisty wzór, który rozchodzi się po całej powierzchni. Poszczególne linie są gęsto ułożone, a indeksy godzinowe stanowią integralną część wybitego metalu.
Ich polerowane powierzchnie świetnie odbijają światło.
Co ciekawe, kolor określany przez producenta jako Rose Gold nie jest tak intensywnie różowy, jak można by się spodziewać.
W naturalnym świetle potrafi wyglądać znacznie cieplej, momentami zbliżając się nawet do żółtego złota. Wystarczy niewielka zmiana kąta patrzenia, żeby tarcza pokazała zupełnie inne odcienie.
I to jest coś, czego zdjęcia katalogowe nie oddają w pełni.
Drugim elementem, który robi tutaj robotę, jest bransoleta.
Wykonano ją z bardzo drobno plecionej stalowej siatki typu mesh. Jej struktura jest gęsta, elastyczna i bardzo dobrze układa się na nadgarstku.
Nie ma tutaj klasycznych, dużych ogniw. Jest delikatny metalowy splot, który idealnie współgra z charakterem koperty i tarczy.
Całość wygląda elegancko, ale nie przesadnie formalnie.
I właśnie w tej konfiguracji Rose Gold zrobił na mnie największe wrażenie.

Okrągłe wskazówki. Wyglądają świetnie, ale jest pewien problem
Nie sposób pisać o Beaubleu bez wspomnienia o wskazówkach.
W obu modelach godzinowa i minutowa mają formę okręgów z niewielkimi, spiczastymi zakończeniami, które wskazują odpowiednie wartości.
Natomiast sekundnik sprawia wrażenie, jakby unosił się nad tarczą.
Oczywiście nie jest to żaden cud techniki wykorzystujący lewitację. Okrąg został naniesiony na przezroczysty dysk z powłoką antyrefleksyjną, który obraca się wraz z pracą mechanizmu.
Efekt jest naprawdę ciekawy, szczególnie kiedy obserwujemy zegarek z bliska.
Ale jest też druga strona medalu.
Odczytywanie godziny wymaga przyzwyczajenia.
Nie będę udawał, że jest równie wygodne jak w klasycznym zegarku z trzema wskazówkami. Nie jest. Szczególnie na początku trzeba poświęcić chwilę, żeby prawidłowo odczytać wskazania.
Czy mi to przeszkadza?
Trochę tak, ale w tym przypadku jestem w stanie zaakceptować ten kompromis.
W końcu nie każdy zegarek musi być projektowany z myślą o maksymalnej czytelności. Niektóre mają po prostu wyglądać inaczej. Ważne tylko, żeby przed zakupem mieć tego świadomość.


Koperta – 39 mm, które mnie zaskoczyły
I tutaj dochodzimy do czegoś, czego sam się po sobie nie spodziewałem.
Oba zegarki mają koperty o średnicy zaledwie 39 mm.
A jak być może wiecie, zazwyczaj preferuję znacznie większe zegarki. Mój nadgarstek ma 19,5 cm obwodu, dlatego modele poniżej 40 mm często wyglądają na nim zwyczajnie za mało.
Tymczasem w przypadku Beaubleu zupełnie mi to nie przeszkadza.
Być może odpowiadają za to proporcje koperty, jej profil i sposób, w jaki bransoleta oraz pasek układają się na ręce. W każdym razie oba modele nosi mi się bardzo dobrze.
Podstawowe parametry są identyczne:
- Średnica koperty: 39 mm
- Grubość: 10,2 mm
- Długość od ucha do ucha: 45 mm
- Rozstaw uszu: 20 mm
- Materiał: stal szlachetna 316L
- Szkło: wypukłe szafirowe
- Wodoszczelność: 5 ATM (50 m)
- Dekiel: zakręcany, z przeszkleniem
Koperty łączą powierzchnie polerowane i szczotkowane, a przejścia pomiędzy nimi wykonano bardzo starannie.
Podoba mi się również ich profil. Boki nie są zupełnie płaskie, a odpowiednio poprowadzone linie sprawiają, że całość wygląda znacznie ciekawiej niż typowa, okrągła koperta.
Koronkę umieszczono na godzinie trzeciej i częściowo ukryto w obrysie koperty. Dzięki temu nie zaburza symetrii projektu. Jest starannie wykończona, ozdobiona logo i dobrze osadzona.
Wodoszczelność 50 metrów wystarczy do codziennego użytkowania, choć nie traktowałbym tych zegarków jako modeli przeznaczonych do regularnego pływania.
Nie mam zresztą zamiaru sprawdzać, jak taka tarcza prezentuje się na dnie basenu.

Mechanizm France Ébauches. Francuski, ale z pomocą Szwajcarów
Po odwróceniu zegarka zobaczymy zakręcany dekiel z przeszkleniem oraz głębokimi grawerunkami na jego obwodzie.
Już samo wykonanie tych oznaczeń zasługuje na uwagę. Są wyraźne, staranne i naprawdę dobrze wyglądają.
Ale najważniejsze znajduje się pod szkłem.
Oba zegarki wyposażono w automatyczny mechanizm France Ébauches.
To historyczna francuska marka, której początki sięgają 1967 roku. W 2023 roku została reaktywowana przez grupę Festina, będącą również właścicielem szwajcarskiego producenta mechanizmów Soprod.
I właśnie dlatego warto nieco dokładniej przyjrzeć się napisowi Made in France.
Współczesne mechanizmy France Ébauches korzystają z francuskiego i szwajcarskiego zaplecza produkcyjnego. We francuskim Maîche odbywa się między innymi obróbka wielu komponentów, dekorowanie, montaż oraz regulacja. Część specjalistycznych podzespołów pochodzi natomiast ze szwajcarskich zakładów grupy.
Nie jest to więc konstrukcja, w której każdy element powstaje wyłącznie we Francji.
Ale nie jest to również przypadek mechanizmu sprowadzonego w całości z zagranicy i jedynie opatrzonego francuskim napisem.

A sam werk?
Bardzo mi się podoba.
Zastosowano subtelne dekoracje, między innymi szlif wężowy i słoneczny. Do tego dochodzi specjalnie zaprojektowany wahnik nawiązujący do okrągłych wskazówek Beaubleu.
Bardzo ładnie wyeksponowano również balans. Lubię oglądać pracę mechanizmu, dlatego cieszę się, że producent zdecydował się na przeszklony dekiel.
Parametry również wyglądają przyzwoicie:
- Naciąg: automatyczny
- Rezerwa chodu: 46 godzin
- Deklarowana dokładność: od -9 do +9 sekund na dobę
- Dekoracja: szlif wężowy i słoneczny
- Wahnik: indywidualny projekt Beaubleu
Producent udziela trzyletniej gwarancji na zegarek oraz pięcioletniej na mechanizm.
Jak werk będzie sprawował się po kilku latach użytkowania? Tego oczywiście nie jestem jeszcze w stanie ocenić. Natomiast jego wygląd, parametry i zaplecze produkcyjne robią na mnie dobre wrażenie.


Limitacja i opakowanie – Francuzi dopilnowali szczegółów
Każdy wariant La Pièce został ograniczony do 888 egzemplarzy, a indywidualny numer znajdziemy na deklu.
Sama limitacja nie jest dla mnie automatycznym argumentem za zakupem zegarka. Ale w przypadku tak charakterystycznego projektu ma to pewien sens.
Warto wspomnieć również o opakowaniu.
Beaubleu dostarcza zegarki w dużym pudełku przypominającym książkę. W środku znajdziemy dokumentację, kartę gwarancyjną, certyfikat i podziękowanie od producenta.
Całość wygląda bardzo dobrze, a samo pudełko można później postawić na półce pomiędzy książkami.
W końcu jakieś opakowanie po zegarku, które nie musi od razu trafić do szafy.
Cena – czy ponad 8000 zł to dużo?
La Pièce n°1 Moka na skórzanym pasku kosztuje w Polsce 8070 zł.
Za La Pièce n°2 Rose Gold na stalowej bransolecie trzeba zapłacić 8500 zł.
I powiem Wam, że patrząc na jakość wykonania oraz to, co otrzymujemy, uważam te ceny za uzasadnione.
Mamy solidnie wykonaną stalową kopertę, szafirowe szkło, francuski mechanizm automatyczny, starannie wykończony pasek lub bransoletę oraz tarczę, która powstała w Mennicy Paryskiej.
Do tego limitację do 888 egzemplarzy.
Oczywiście za osiem tysięcy złotych można kupić wiele innych zegarków. Z lepszą wodoszczelnością, bardziej rozpoznawalnym mechanizmem czy znacznie wygodniejszym odczytem godziny.
Tylko że ja zadałbym inne pytanie.
Ile z tych zegarków będzie tak charakterystycznych, że rozpoznamy je natychmiast, nawet bez logo producenta?
W przypadku Beaubleu nie płacimy wyłącznie za nietypowy wygląd. Za projektem stoi konkretna technologia wykonania tarcz, francuskie zaplecze produkcyjne i naprawdę wysoka jakość wykończenia.
A współpraca z mennicą funkcjonującą od 864 roku nie jest tylko ładną historią. To rzeczywisty element procesu produkcji.
I właśnie dlatego uważam, że Beaubleu ma w tym segmencie cenowym sporo do zaoferowania.

Podsumowanie – który zostawiłbym sobie?
Po kilku miesiącach oczekiwania i czasie spędzonym z oboma zegarkami mogę powiedzieć jedno: Beaubleu mnie nie rozczarowało.
Wręcz przeciwnie.
La Pièce n°1 Moka ma w sobie coś bardzo eleganckiego. Ciemnobrązowa tarcza, złociste detale i ręcznie wykonany skórzany pasek tworzą zestawienie, które trudno mi się nie podobać.
Natomiast La Pièce n°2 Rose Gold…
Tutaj jestem po prostu kupiony.
Promienista tarcza, jej zmieniający się kolor i drobno pleciona stalowa bransoleta wyglądają razem znakomicie. Co więcej, mimo niewielkiej jak na moje przyzwyczajenia koperty, zegarek bardzo dobrze leży na nadgarstku.
Czy to modele idealne?
Nie. Czytelność wymaga przyzwyczajenia, a wodoszczelność jest raczej podstawowa. Trzeba też zaakceptować stylistykę, która wyraźnie odbiega od tego, co zwykle oglądamy w sklepach zegarkowych.
Ale właśnie za tę odmienność bardzo je polubiłem.
Beaubleu nie próbuje zrobić kolejnego zegarka podobnego do dziesiątek innych. Ma własny pomysł i konsekwentnie go rozwija.
A w kolekcji La Pièce udało się połączyć go z naprawdę solidnym wykonaniem.
Gdybym miał wybrać tylko jeden, bez większego zastanowienia postawiłbym na Rose Gold.
A Wy? Który z tych dwóch modeli bardziej Wam się podoba? Moka czy Rose Gold? A może okrągłe wskazówki to już dla Was zbyt duża ekstrawagancja?
Jeśli spodobały Ci się zegarki Beaubleu La Pièce, sprawdź całą kolekcję dostępną w sklepie MamyCzas.net. Porównaj poszczególne warianty, poznaj ich specyfikację oraz aktualne ceny i dostępność.
Kolekcja z recenzji
Beaubleu La Pièce
Francuskie zegarki z charakterystycznymi okrągłymi wskazówkami, przestrzennymi tarczami wykonanymi we współpracy z Mennicą Paryską i automatycznymi mechanizmami. Poznaj kolekcję La Pièce i wybierz wariant, który najbardziej odpowiada Twojemu stylowi.
Zobacz kolekcję La Pièce →
